Konwenty

Cytadela - relacja z siostrzanego festiwalu Twierdzy


Autor: Redakcja | Opublikowany 23 czerwca 2017 o 19:06 |

Cytadela to zupełnie nowa impreza na konwentowej mapie Polski. Nie znaczy to jednak, że zorganizował ją niedoświadczony zespół – tak się składa, że Cytadela urodziła się jako siostra Twierdzy (która odbyła się już dwa razy w giżyckiej XIX wiecznej twierdzy Boyen), zatem i rodzice są ci sami. A zasmakowanie ubiegłorocznej edycji giżyckiego konwentu bardzo rozpaliło mój apetyt – to był zdecydowanie najlepszy konwent, w którym do tej pory uczestniczyłem. Czy Cytadela zaspokoiła mój głód wrażeń?

Moje ogólne wrażenia są bardzo pozytywne.

Imprezę odwiedziłem tylko w sobotę i absolutnie nie żałuję! Mimo poprzedzającej konwent nocnej podróży z Wrocławia po piątkowym dniu pracy, z podkrążonymi oczami na imprezie bawiłem się świetnie, aż do końca programu na ten dzień (była wtedy godzina… 23:15?). Spotkałem starych znajomych, poznałem nowych, spędziłem dwie godziny w Games-Roomie i wytańczyłem się wieczorem. Super, nie? Teraz konkrety!

A jak konkrety, to jedzenie!

Strefa gastronomiczna spełniła swoją rolę serwując michy swojskich kluchów, grillowane kiełbasy, karkówki, czy ziemniaki z ogniska. To, co w tej strefie zaskoczyło i było bardzo smacznym produktem, to Paliwo Jądrowe (18+) – piwo typu lager, przygotowane specjalnie na tę edycję Cytadeli – według zapewnień twórców, nigdy więcej nie zostanie ono uwarzone. Nie jestem piwoszem, ale trunek wyjątkowo przypadł mi do gustu. Kapsel po jednym egzemplarzu zajmuje ważne miejsce w mojej kolekcji pamiątek.

Nie samym jedzeniem konwentowicz żyje, wiadomo. Program absolutnie wypełniony od 10 rano do nocy. Konkursy, prelekcje, spotkania z autorami (Kossakowska, Grzędowicz, Ćwiek, G. F. Darwin), pokaz AlterEgo (twierdzowo-cytadelowy konkurs cosplay), larpy – mogłoby się wydawać, że to standard. ALE! Ten konwent, podobnie do giżyckiej Twierdzy, jest niezwykły ze względu na miejsce, w którym się odbywa – w tym przypadku w Twierdzy Modlin. Zielony teren, zagospodarowany barak, mnóstwo miejsca na wioski odtwórców historycznych, czy post-apowców. Scena na dziedzińcu pokrytym murawą również świetnie się sprawdziła – przede wszystkim wieczorem, kiedy po konkursie cosplay przyszedł czas na koncert zespołu Żmij. Wtedy wybuchło prawdziwe, folkowe szaleństwo. Jestem niezmiernie zadowolony z tego, że mogłem w nim uczestniczyć i obserwować te ruchy, które prezentowali konwentowicze – orkowe pogo, słowiańskie i szamańskie tańce, czy zwykły „pociąg” utworzony z przedstawicieli najróżniejszych fandomów zebranych na imprezie. Koniec koncertu nie oznaczał końca wrażeń, gdyż zaraz po Żmiju na scenę wszedł duet Multivisuals, który zaczarował mnie umiejętnościami kuglarskimi (szklana kula, POI) i elektronicznym charakterem pokazu. Chłopaki po prostu wiedzą, co robią.

Poza programem zwracamy jeszcze uwagę na pewne niematerialne i niekoniecznie zależne od twórców aspekty, jak na przykład klimat, atmosfera, ludzie. One także wypadły świetnie. Ekipa Gżdaczy, koordynatorów i organizatorów były to osoby strasznie zabiegane, ale nigdy nie zbywające półsłówkami – wręcz przeciwnie. Humor dopisywał wszystkim, z którymi rozmawiałem. Z kolei integracja wśród uczestników także zachodziła – co szczególnie zauważyłem przy gastro-strefie, w games-roomie i pod sceną konwentową. Otwartość wśród zebranych na konwencie ludzi była fenomenalna.
Z wielkim żalem żegnałem Cytadelę w tym roku. Dla mnie była to krótka przygoda, ale dająca niezwykle dużo energii. Z niecierpliwością wyczekuję tegorocznej Twierdzy. Widzimy się w Giżycku!

Mamy jeszcze dla Was porcję zdjęć z piątku i soboty oraz  niedzieli tak dobrego fotografa, jak kumpla – Adama Grabczyńskiego. Na jego stronie facebookowej znajdziecie więcej konwentowych galerii. Smacznego!

Relację przygotował VIlczi

Masz opinię? Wyraź swoje zdanie